Moja znajoma kila miesięcy temu urodziła córeczkę. Wzięła urlop macierzyński i opiekowała się małą. Urlop macierzyński trwa tylko szesnaście tygodni i wiele kobiet chce lub po prostu musi wrócić po nim do pracy. Tak było w przypadku Karoliny. Jednocześnie chciała ale zarazem musiała powrócić do firmy, oddając pod swoją nieobecność córkę Anetkę do żłobka. Każde jedno rozstanie, mówiła, to dla niej wielkie przeżycie ale niestety tego wymaga sytuacja – szczęśliwie mąż pracuje, ale kredyt za mieszkanie trzeba spłacać.
Oczywiście pierwsze co zrobiła to wszem i wobec pochwaliła się, jak śliczne ma dziecko. Pokazywała je nam na zdjęciach. Rzeczywiście, Anetka to uroczy szkrabek. Opowiadała nam jak przebiegały ostatnie tygodnie ciąży (była w firmie aż do siódmego miesiąca, później poszła na zwolnienie), jak denerwowała się porodem, o samym porodzie również wiele nam opowiedziała. Stwierdziła, że nie wie, czy powiedzenie Małe dziecko mały kłopot duże dziecko duży kłopot jest aby trafne, ale to, co przeżywała podczas pierwszych tygodni było nie do opisania. Anetka potrafiła ją budzić nawet cztery i pięć razy w nocy, taki z niej głodomór!
Faktycznie, cztery razy to jeszcze, ale pięć to drobna przesada… Pytałyśmy się jej, jak sobie radziła z tak częstym nocnym wstawaniem, powiedziała nam, że na początku nie radziła sobie wcale i chodziła rozbita tak w dzień, jak i w nocy, dni i noce w końcu zaczęły jej się mylić! Ale po jakimś czasie opracowała pewien system: kiedy mała ją budziła po raz pierwszy w nocy kładła się jeszcze później na jakąś godzinkę i po prostu albo drzemała albo leżała z zamkniętymi oczami. Po drugiej pobudce karmiła Anetkę, robiła sobie herbatkę, siadała w pokoju z komputerem i odprężała się grając, głównie w różne ciekawe gry online z innymi użytkownikami w sieci którzy albo nie mogli spać, albo po prostu byli z innych krajów, w których była inna godzina niż w Polsce. Zaś w dzień, po nieprzespanej nocy, kiedy Anetka znów spała oddawała ją pod opiekę swojej mamie i sama szła się położyć. Mówi, że organizm człowieka naprawdę może się przyzwyczaić do takich zmian.
Pomimo, że Anetka ma dopiero kilka miesięcy Karolina już myśli o jej przyszłości. Opowiadała nam, że chce, aby Anetka poszła do dobrej szkoły, skończyła dobre studia… Powiedziałam jej, że może nieco zbyt ostro galopuje, przecież to jeszcze maleńkie dziecko. Na co Karolina odparła mi, że kiedy ma o tym myśleć jak nie teraz? Za dziesięć lat? No, z matką sprzeczać się nie da rady
Mówi, że dużo czytała na temat edukacji małych dzieci i że może próbować uczyć Anetkę języka polskiego gdy mała skończy dwa latka – chodzi oczywiście o naukę pierwszych literek a nie cytowanie Norwida!, a przedszkole wybierze jej takie, gdzie kursy angielski dla dzieci prowadzone są najrzetelniej. Jeśli ma to być prywatne, drogie przedszkole to będzie, ale właśnie po to oboje z mężem pracują – aby Anetka w przyszłości była mądrym, dobrze wychowanym dzieckiem.
Gdy powiedziała o dobrym wychowaniu spytałam jej, nieśmiało nieco, ale odważyłam się, czy nie widzi problemu w tym, że tak długo jej nie będzie poza domem gdy Anetka będzie jej najbardziej potrzebować i to samo dotyczy jej męża – Anetka również jego brak odczuje, gdy babcia ją będzie odbierała z przedszkola. Karolina powiedziała, że nie przewiduje opcji zostawania po godzinach i gdy Anetka już do przedszkola pójdzie to sama ją będzie odbierała i spędzała z nią resztę dnia.
Taka postawa rodzicielska mi się podoba. Zaplanowane wszystko, odpowiedzialna mama, z jednej strony z dzieckiem, z drugiej strony zarabiająca na dom. Myśląca perspektywicznie. Kochająca i skora do poświęceń. Oby więcej takich rodziców było u nas w kraju. I nie tylko u nas…